GTF - Trójmiasto, Pomorze i fotografia - strona główna Gdańskie Towarzystwo Fotograficzne - Trójmiasto, Pomorze i fotografia (Gdańsk, Sopot, Gdynia)  Początek filmuO nas - fotografia i fotograficy z PomorzaSpotkania - fotografowie i ich fotografie w GTF Galeria - galeria fotografii członków GTFPublikacje - o fotografowaniu i fotografiiHistoria - Trójmiasto, Pomorze i fotografia od 1947 r.Kurs - bezpłatne kursy fotografii w GTFKonkursy - lokalne i ogólnopolskie konkursy fotograficzneKontakt - jak trafić do GTFkoniec filmu...
Gdańsk - fot. Stanisław Składanowski

Spotkania - Bornholm 2005


Kiedy Wielki Budowniczy w pocie czoła kończył napełnianie wodą Bałtyku i kształtowanie półwyspu Skandynawskiego, od łopaty oderwał mu się kawał granitu, na dodatek w ślad za tym posypał się brud z odzieży roboczej. Tak powstał Bornholm - w części skalisty, w części piaszczysty. Miało to swoje głębokie uzasadnienie dziejowe, ponieważ kilka miliardów lat później, w sierpniu 2005 roku, na tenże Bornholm wybrała się grupa 15 fotografujących zapaleńców, aby uwiecznić dotychczasowe dokonania zamieszkującego wyspę wesołego ludu Bornholmczyków, będącego zmutowaną wersja plemienia Dunów. Mutacja ta wyraża się głównie w brzemieniu lokalnego dialektu, znacznie różniącego się np. od bełkotu z południowej Jutlandii. Dzięki temu można uniknąć wielu nieporozumień. Ponadto wyspiarze posługują się niekiedy angielskim, w odróżnieniu od reszty Duńczyków, którzy często znają też niemiecki. A jak wiadomo, ten ostatni język znajduje zastosowanie w bardzo nieprzyjemnych kontekstach, z gruntu nam obcych.


Plener zorganizowany przez Gdańskie Towarzystwo Fotograficzne skupiał również ludzi spoza samego stowarzyszenia, co niewątpliwie wniosło powiew świeżości do naszych dokonań. Wieczorna integracja przy produkcie lokalnych rolników, znanego pod nazwą "Faxe”, płomienie świec na werandzie udostępnionego nam domu i muzyka bluesowa wpłynęły na poziom zdjęć. Dlatego też udostępnimy je szerszej widowni, bez względu na to czy chce ona tego czy nie - ważne, że nam się podoba.


Miejsce w którym mieszkaliśmy, było po prostu wspaniałe i odjazdowe. Dom liczył sobie ok. 400 m. kw. i właściwie to przypominał trochę stary polski dworek z nietkniętym wyposażeniem, które gromadziło się przez 150 lat. Jak ktoś miał ochotę, mógł pić ze stuletniej porcelany i mieszać srebrną łyżeczką. Z zewnątrz był to podłużny budynek, do którego wchodziło się z dziedzińca otoczonego budynkami gospodarczymi. Obecnie korzystają z nich tylko rasowe kury, hodowane dla przyjemności właścicieli, ot tak, żeby na podwórku toczyło się życie.


Z drugiej strony była weranda i wyjście do ogrodu. Wewnątrz zamieszkało 15 fotografów (przepraszam, trzeba odliczyć 4 cyklistów, którzy w odróżnieniu od reszty łoili też wódkę, bez względu na płeć). Miejsca było tyle, że nikt nie wchodził sobie w drogę, zaś spotykaliśmy się w salonach, gdzie w miarę wzrostu spożycia popadaliśmy w stan coraz głębszego samozadowolenia.


Fotografowanie i degustację zaczęliśmy oczywiście już na promie. Naprawdę jednak ruszyliśmy w teren w niedzielę 28 sierpnia, kiedy to cała grupa dotarła do malowniczo ułożonej kupy kamieni, znanej pod nazwą zamku Hammershus, znajdującego się na północnym zachodzie wyspy.


Czas swojej świetności ma on niewątpliwie za sobą - wynika to z zapobiegliwości mieszkańców jak i władz Bornholmu, którzy po stwierdzeniu, że zamek przestał spełniać funkcje obronne, rozpoczęli jego rozbiórkę na części składowe, wykorzystywane następnie do budowy sporej części prywatnych domów i budynków publicznych na wyspie.


Na szczęście zostało co nieco do fotografowania. Bornholm - fot. A. Fleks


Sam zamek wzniesiono około 1250 roku na polecenie arcybiskupa Lundu (Szwecja). Ponieważ do ówczesnych awantur mieszali się też nasi (tzn. Słowianie z Pomorza Zachodniego, wspierani niekiedy przez kaszubskich pobratymców), to po 1259, a więc po kolejnych spustoszeniach, gwałtach i pożarach, zamek przekształcono w silną twierdzę. Rozbudowana trwała długo - w XVI wieku Bornholm dostał się na 50 lat jako zastaw Lubeki w ręce tego hanzeatyckiego miasta.


Zamek zaś służył do przechowywania zbieranych podatków. Rozwój artylerii zmniejszył znaczenie zamku, zdobytego w 1644 r. przez szwedzkiego generała Wrangla (brzydal z Potopu) po kilkugodzinnym zaledwie ostrzale. Potem zaczął się upadek - zamek zamieniono na garnizon i więzienie dla wysoko postawionych gości. Więziono tam np. królewską siostrę z nieprawego łoża oraz jej pechowego małżonka, który podpadł władcy.


Położenie całego założenia jest wspaniałe - z jednej strony idzie się pod górę, fotografując na wszystkie strony. Jak się komu znudzą ruiny, może podnieść sobie adrenalinę pnąc się i schodząc po okolicznych klifach, spadających stromo w morze. Bornholm - fot. A. Fleks


Po spenetrowaniu zamku i okolic należy udać się do położonego nieopodal Sandvig - małego ślicznego kolorowego miasteczka, tworzącego w tej chwili zespół z miejscowością Allinge. Jest to doskonałe miejsce do fotografowania dokonań duńskiej kultury materialnej w postaci małych domeczków o konstrukcji szachulcowej (u nas bezzasadnie nazywanych pruskim murem) w kolorach żółtym i czerwonym, otoczonych kwiatami, krzewami i ocienionych starymi drzewami. Słowem - idylla dla fotografa. Kończy się ona w momencie pierwszych zamówień i przedstawieniu rachunku w jakiejkolwiek knajpie, dlatego gorąco rekomendujemy zabranie puszek z domu, zgrzewki piwa zakupionej na promie, oraz kupowania na miejscu tylko chleba i nabiału. Natomiast z głębokim wzruszeniem wspominam porcje frytek, kosztujące tylko 20 koron (ok. 12 złotych), natomiast w ilości mogącej zaspokoić wymagania dwóch dorosłych osób.


Później można posuwać się wybrzeżem północnym w kierunku wschodnim, penetrując granitowe klify schodzące stromo w morze i zatrzymując się na odpoczynek np. w Gudhjem. Jest to kolejne miasteczko, cieszące oko i odciążające kieszeń z racji licznych warsztatów szklarskich i ceramicznych, sprzedających swoje wyroby po cenach wyjątkowo nieprzyzwoitych. Są tam jednak miejsca, gdzie można się tanio zaopatrzyć w naprawdę ciekawe przedmioty - tak tanich antykwariatów niegdzie nie widziałem. Jeżeli ktoś chce urządzić sobie dom w stylu XIX wiecznym z meblami, srebrnymi sztućcami i portretami przodków (duńskich) na ścianie --to tylko w Sandvig. Wynika to z tego, że Dania właściwie nie zaznała prawdziwej wojny od połowy XIX wieku. Okupacja niemiecka stymulowała rozwój rolnictwa i hodowli, no bo przecież Wehrmacht musiał coś jeść, a jedynym miejscem które doznało pewnych zniszczeń było Ronne, zbombardowane przez sowietów wiosną 1945 r.


Wystawa GTF "Bornholm 2005” będzie obejmowała wyłącznie kolorowe fotografie, bo to kolor, a dopiero potem forma, był głównym stymulatorem wyzwalania migawek. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka zdjęcia wydawać się mogą dość jednorodne (w końcu jeździliśmy do tych samych miejsc, a wyspa jest mała), to po bliższym przyjrzeniu się można zauważyć różne podejście do tematu. Świadczy to o tym, że każdemu z uczestników pleneru udało się zachować nieco indywidualizmu, mimo wpływu grupy kolegów.



Adam Fleks


Gdańsk - fot. Stanisław Składanowski
redakcja Mapa witryny |  Sponsorzy |  Dla prasy |  Napisali |  Linki |  Prawa autorskie    


www.GTF.org.pl - © J.Kozłowski - Proposition.pl